wtorek, 10 listopada 2015
Rozdział 1 - perspektywa Neville
Dzień drugi
- Och... jak dobrze mi się spało! Pierwszy raz - zdziwił się chłopak - Co?! Dopiero 6:30? Wreszcie się nie spóźnie! - krzyknął, obudzając przy tym jego babcię. - Śniadanie..? Nieee... zjem w pociągu. No tak! Muszę umyć zęby, może by tak dzisiaj pastą od mamy? - pomyślał maszerując koślawo do łazienki.
Po chwili szukania wśród różnych tubek min. na rozstępy lub na żylaki znalazł pastę o smaku skrzeloziela - genialne dzieło ojca Hermiony. - Może nawet w tym roku będzie moją dziewczyną..? Przecież próby romansowania z miotłą w pokoju gościnnym, kiedy babcia rozmawia z sąsiadką o poważnych sprawach nie mogą się zmarnować!
Gdy przekopywał szafę szukając jakichkolwiek czystych spodni, które mu jeszcze babcia nie zapakowała do torby w pewnym momencie się zbulwersował:- Znowu mole uwzięły się na moje spodnie! One pewnie wiedzą, że mam ich bardzo mało... - powiedział ze smutkiem Neville, sprawdzając, w której parze spodni jest najmniejsza dziura. - Może nikt nie zauważy tą dziurę pośrodku lewego pośladka..? - pomyślał, przypatrując się dziurze w lustrzanym odbiciu.
Będąc już ubrany w kurtkę z ,, łizerft'' zaczął namawiać babcię na samodzielny lot miotłą. - O nie! Nie ma mowy! Przecież ty nie umiesz! - Umiem od tamtego roku - powiedział dumnie nastolatek. - Ty nie umiesz prosto chodzić, a co dopiero latać?!- Ty mnie non stop krytykujesz! Jadę i koniec...- Ach... ten bunt nastolatków...... I poleciał... - tylko tak poleciał, że 5 razy dostał w twarz krowim ogonem oraz nieumyślnie wkurzył wiewiórki i dostał 100 × headshot - ów żołędziami. Ale tak to się nic ciekawego nie działo... Chyba... :-)
Po ataku wiewiórek i bliskim spotkaniu z krowami leciał spokojnie, równo trzy metry nad ziemią jak to pani go 1000 razy uczyła, gdy nagle...- Dementorzy?! Na brodę Merlin! Expecto Patronum!!! - darł się jak nienormalny.
Jednak znowu wbił się miotłą w grunt, a żeby się ratować dodatkowo kikboxował się z dementorami. Jedyną osobą, która nieświadomie widziała całe to zajście była Hermiona. Gdy już ich ,, wypłoszył olał zasady ruchu drogowego i latał metr nad ziemią przed samochodem ,, maluchem'', którego prowadziła milutka babcia. Była to - na szczęście - ostatnia prosta do dworca. - Oh yeah! Dotarłem! Przeżyłem! - krzyczał ostatkiem sił. - Zaraz zobaczę Hermione! Jeszcze tylko fryzurę przeczesać, zasłonić dziurę w gaciach i przechodzę.- Kogo my tu mamy? Kolejny raz Cię tu spotykamy Longbottom! Obrzydzasz nam życie Ślamazdaro... - rzekł.- Zostaw go, nie ma po co, chodźmy . - przemówił z lekką pogardą Draco. Z lekką, jak to zauważyła Hermiona. Może on się zmienił?
Poszli, a kilka kroków za nimi i Gryfon. Niestety w ostatniej sekundzie zawiał silny podmuch wiatru, burząc przy tym jego fryzurę. Na domiar złego gołąb idealnie załatwił się na jego czystą kurtkę i po prostu wyglądał (przynajmniej) śmiesznie! Miał wrażenie, że przechodząc przez magiczny mur został okryty grubą warstwą pecha... Wycieńczony zauważył przyjaciół, po czym ledwo odpowiedział im ,, hej''. Choć trochę uradowany obecnością Hermiony stanął pewnie na przeciwko jej. - Dobra, teraz muszę do niej zagadać... Neville, weź się w garść! Przypomnij sobie jakiś tekst, który ćwiczyłeś z miotłą... - bił się myślami chłopak. Dodał mu otuchy uśmiech dziewczyny, która - o czym nie wiedział - uśmiechała się do Dracona. - Hej! Emmm... jak Ci minęły wakacje? - uśmiechnął się niewinnie. Nastolatka nie odpowiedziała. - Zapytać jeszcze raz czy będzie myślała, że jestem natrętny? Okey, spróbuję jeszcze raz tylko głośniej - pomyślał. Po chwili zobaczył, że ona go wogóle nie słucha, jakby była w transie, miłosnym transie...- Hermiona..?! - pstryknął jej w twarz. - Co... co...?!- Zapytałem, jak Ci minęły wakacje? - po czym się zarumienił.
Milord Hogwartu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz