Dzień drugi
W nocy śnił
jej się sen, w którym galopowała na białym koniu po ogromnym stepie. Galopowała
przed siebie przypatrując się postaci, która wyglądem odziwo przypominała...
Neville! Gdy w śnie wyraźnie go zobaczyła po chwili się przebudziła. ,, Dobrze,
że to był tylko sen!'' - pomyślała Hermiona siedząc na łóżku i dygocąc z
przerażenia.
- Czemu Neville? Czemu nie Dracooo..? - powiedziała do siebie
mile się uśmiechając.
- Jaki Draco i Neville? Czy ja o czymś nie wiem? -
zapytała mama Hermiony.
- To tylko koledzy z klasy - odpowiedziała krótko,
zasłaniając dłońmi rumieńce.- Wiesz, ja już pójdę na śniadanie, bo jest już
07:05...
Podczas śniadania...
- Witaj ojcze!
- Och, witaj kruszynko! Częstuj
się domowym twarożkiem. Mama wiedziała, że tak go uwielbiasz i specjalnie
zrobiła Ci na pierwszy dzień szkoły. Chciałbym dodać, że dzisiaj masz wyjątkowo
pięknie kręcone włosy.
- Tato, to jest szopa! - i obaj wybuchnęli śmiechem.
Po
śniadaniu wymyła zęby pastą o smaku skrzelozieli, która z czasem stała się jej
ulubioną pastą. Z każdą minutą narastały emocje, dzisiaj przecież znowu zobaczy
swoich przyjaciół i tych dwóch, których imiona powiedziała w obecności mamy.
Minął kwadrans, ojciec Hermiony kolejny raz szukał kluczy od samochodu, a ona
stanęła w progu drzwi wejściowych. Płaszcz miała bawełniany z czarnymi,
świecącymi guzikami. Na głowie miała czapkę z wielkim pomponem, który po prostu
zauroczył ją w sklepie. Miała też mięciutki komin i eleganckie botki, które
razem tworzyły modną całość. Stała tak jeszcze chwilę przyglądając się
wschodzącemu słońcu.
- Hermiona, musimy już jechać, bo się spóźnisz! - krzyknął
jej tata, siedząc w nagrzanym pojeździe.
Weszła więc do starego auta, zapięła
niewygodne pasy, a jej wzrok utkwił w świat za szybą samochodu. Podczas jazdy
od czasu do czasu tata Hermiony skomentował coś lub pod śpiewywał lecące w
radiu piosenki. Zakłucał w ten sposób monotonną i niezręczną ciszę. Widok za
oknem był również ,, ciekawy'' jak rozmowa ojca z córką. Wszędzie tylko pola,
lasy - pusta przestrzeń. W pewnej chwili zauważyła w oddali postać chłopca
walczącego z dementorami, co zaniepokoiło nastolatkę. ,, Pfff... pewnie mi się
zdaje, napewno to tylko wielki kawałek folii nad kolejnym bezdomnym.'' -
pomyślała, totalnie ignorując sytuację, która przed chwilą zaszła. Po pewnym
czasie dziewczyna była już na peronie ,,9 3/4''. - Do zobaczenia tato! Będę
pisać listy. - Masz wszystko co potrzebne? Uprasowała Ci mama szatę?
Przypomniałaś sobie cały materiał z ubiegłego roku? Chcesz jeszcze trochę monet
na czekoladowe żaby? - Tato, ja wszystko mam - zaśmiała się Hermiona. - No
dobrze, dobrze. Żegnaj... - Pa, pa... - powiedziała, przenikając przez magiczną
ścianę. Nagle, rozglądając się po dworcu spostrzegła swoich najbliższych przyjaciół.
Podbiegła do nich i powiedziła: - Harry, Ron, Ginny! Jak ja się za wami
stenskniłam! Chłopaki, czemu nie pisaliście listów?! - No... Yyyyy... O, neville
Przed grupą ukazała się postać półmartwego, bladego chłopca, który - w porównaniu do nich - nie był taki radosny...- Ooo... heeej... - rzekł wycieńczony Gryfon. Hermiona nawet nie zauważyła Neville, ani tego, że stanął naprzeciw jej - była cały czas wpatrzona w chłopców znajdujących się za nim, jednak najbardziej zainteresował ją Draco. Co roku zimny, blady, a w tym roku jakoś się zmienił... Miał uśmiech na twarzy oraz rumieńce, które Hermiona od razu zauważyła. Zauroczona śledziła każdy ruch młodzieńca, który ją tak bardzo intrygował...- Hermiona?! - pstryknął jej Neville w twarz.- Co.. co...?! - powiedziała, jakby obudzona z transu...- Zapytałem, jak Ci minęły wakacje..?
Świetny rozdział, szkoda tylko że taki krótki Życzę weny i czekam na następne :D
OdpowiedzUsuńSmile :D