Początek
roku szkolnego – siódmy rok
,,Początek roku
szkolnego’’- zdanie, które przez ostatni tydzień wakacji ciągle wędrowało po
głowie Hermiony. Był to oczywiście jej ulubiony czas. Jazda pociągiem do
magicznej szkoły przepełnionej szalonymi historiami. Wielkie spotkanie po
wakacjach z przyjaciółmi- Harry’m, Ginny, Ronem i osobą, przez którą przeszedł
ją pozytywny dreszczyk. Po chwili znowu przypomniała jej się przygoda z
pierwszego roku, a raczej z pierwszej podróży pociągiem, którą nigdy nie
zapomni. Uczestniczył w niej bowiem ON- wysoki szatyn z prosto ściętą grzywką,
jasną cerą i dużymi oczmi.
–Wsiadajcie szybko, jeszcze długa droga przed
nami! – krzyczał pan konduktor pośpieszając dzieci. Mała Hermiona oburzona zachowaniem
konduktora ,,strzeliła focha’’ i z obrażoną miną szukała wolnego miejsca. Nagle
zorientowała się, że coś ją śledzi. Były to wielkie oczyska Neville leżącego na
ziemi, próbującego wyczołgać się spod siedzeń. Nadaremno, zwłaszcza, że w tej
chwili pociąg ruszył. Widok był jeszcze lepszy, ponieważ teraz jeszcze
wymachiwał rękami i nogami wołając ,,Zaraz
Cię złapie!’’. Gdy bezradny wstał, spoglądał Hermionie głęboko w oczy, lecz po
sekundzie…
-Hermiona, Hermiona wypadło Ci! – powiedział prędko Ron
niosąc tubke pasty z napisem ,,Super
cena, nowość o smaku skrzelozieli’’.
–A tak w ogóle jestem Ronald Weasley, ale nazywaj mnie Ron.
-Jestem Neville… aaa… kto to jest?
- Ta walnięta brunetka? To Hermiona!
- Walnięta brunetka?! Ja Ci zaraz dam walnięta brunetkę!
Nagle usłyszeli piskliwy dźwięk nienaoliwionej klatki Harry’ego.
- Witam wszystkich! Nazywam się Harry Potter…
Przez kolejne kilka minut trwały rozmowy czwórki nowych
przyjaciół, do czasu gdy Neville przypomniał sobie o Teodorze…
- Kto to jest? – powiedziała zaciekawiona Hermiona.
-To moja brązowa ropucha, którą dostałem od babci.
-Chodźmy więc szybko, musi być gdzieś w tej lokomotywie! –
zaproponował Ron.
Szukanie było bez skutku, a ostatnim miejscem, w którym
mogła się schować był ostatni wagon-
baza Slytherinu.
Odważna Hermiona stanęła z Neville przed Draco i zapytała
krótko czy widzieli ropuchę.
- Och… kogo my tu mamy..? Ślamazdare i dziewczynkę z szopą
na głowie, pfff… idealna para!- zaśmiał
się Draco – i nie, nie widziałem żadnego
oślizłego płaza, no może, że wy !- teraz już wszyscy śmiali się z bezbronnej
Hermiony i Neville.
Jednak po chwili Ron zakomunikował rękami znalezienie
ropuchy, co dało znak, że mogą już wracać.
- Nie będę komentować waszego szczeniackiego zachowania!
Chodź Neville, nie mamy tu czego szukać, oprócz bandy kretynów, którzy uważają
się za lepszych!
Draco z całą bandą osłupieli, że zgasiła ich szlama, a
Neville dumny jak paw pomaszerował za Hermioną.
Nagle ocknął ją ze wspomnień głos mamy
wołającej na kolację. Delikatnie włożyła ramkę ze zdjęciem grupki przyjaciół i
powędrowała zadowolona do kuchni.
Pozdrawiają Milordy Hogwartu